ARTYKUŁ WĘDKARSKI

38 NR 3 | 2017 NR 3 | 2017 39

 

Pasje - WĘDKOWANIE

Norwegia skradła jego serce malowniczymi fiordami i pięknymi krajobrazami.To tam z przyjaciółmi i dla przyjemności najchętniej wędkuje Artur Wierzbicki radca prawny, dyrektor działu prawnego z poznańskiej Centrali Transgourmet Polska.

Magazyn Transgourmet: Kiedy i jak zaczęła się Pana przygoda z wędkarstwem?

Artur Wierzbicki: Trzy lata temu,a pasją „zaraził” mnie kolega Sławek.

- Co Panu daje wędkarstwo?

Dzięki godzinom spędzonym na otwartym morzu odrywam się od dnia codziennego. Jest tylko przyroda,przygoda i ja.

- Gdzie Pan najchętniej wędkuje?

W ojczyźnie Wikingów – Norwegii. Jest to przepiękny kraj, obdarowany przez naturę jedynym w swoim rodzaju zjawiskiem – malowniczymi fiordami, czyli stromymi i wąskimi zatokami, wżynającymi się dziesiątki, a nawet setki kilometrów w ląd.

Norwegia skradła moje serce przepięknymi krajobrazami, „białymi nocami”, lazurowo czystymi w odami o raz niespotykanymi nigdzie indziej na świecie warunkami do uprawiania wędkarstwa. Kto choć raz był na tych wodach, ten nabiera zupełnie nowego wyobrażenia o łowieniu ryb. Podczas dobrego żerowania ryb dobowy połów jednego wędkarza może przekroczyć 100, a nawet 200 kg! Czas łowienia jest uzależniony tylko i wyłącznie od warunków pogodowych i może trwać nawet całą dobę. Jednorazowy połów to około 12 godzin spędzonych na morzu, z reguły nocą.

Jak wygląda Pana kalendarz wędkarski?

Z uwagi na napięty grafik udaje mi się wygospodarować czas jedynie raz w roku na tygodniowy wypad.

Czy wędkuje Pan według zasad C&R (złów i wypuść)?

Nie. Złowione przeze mnie ryby częściowo konsumuję na miejscu, w Norwegii. Choć norweskie łowiska morskie są najzasobniejszymi w Europie i nie obowiązują na nich (poza nielicznymi obszarami) praktycznie żadne limity połowowe, nie napełniam przesadnie zamrażarki złowionymi rybnymi filetami, które choć smaczne, to nie wyznaczają sensu mojego hobby. Jedyny limit to limit wywozowy, który wynosi 20 kg na osobę.

Która z ryb jest Pana ulubioną?

Dorsz. To majestatyczna ryba drapieżna. Każdego roku miliony osobników, po osiągnięciu dojrzałości płciowej (co trwa blisko pięć lat), pokonują długą drogę z arktycznych wód Morza Barentsa do zimowych tarlisk usytuowanych wzdłuż wybrzeży archipelagu Lofotów czy Vesteralen. Dziki dorsz smakuje wybornie i można go zjadać z czystym sumieniem, ponieważ Norwegia dba o respektowanie zasad zrównoważonego rybołówstwa. Śnieżnobiałe mięso o zwartej i sprężystej strukturze jest prawdziwym rarytasem, który
można przyrządzać na wiele sposobów. Rybę wykorzystuje się w myśl zasady „od głowy do ogona”, czyli prawie w całości.

Jaka jest Pana największa wędkarska
porażka i sukces?

Niemiło wspominam kilkudniowy przestój połowowy spowodowany sztormem na otwartym morzu. Natomiast największym sukcesem było złowienie, podczas mojego dziewiczego rejsu w 2014 roku, halibuta – króla mórz.

Czy ma Pan jakieś wędkarskie marzenie?

Złowić „śpiewającą syrenkę”.

Trzymamy zatem kciuki, aby wraz z syrenką udało się od razu złowić
także złotą rybkę!